Od pierwszego szelestu.

Chociaż to było dawno, dawno temu, do dziś pamiętam pierwsze wizyty w szkolnej bibliotece; zapach, pyłki wirujące w słonecznym blasku i nieco przykurzone pióropusze paproci bibliotecznych, komody z charakterystycznymi szufladkami, regały z półkami wypełnionymi po brzegi. Radość wybierani a i radość czytania. Książki „zasiały” we mnie pragnienie pisania, wybiegania poza rzeczywistość, wyobrażania sobie światów, w których dzieje się wszystko, o czym tylko zamarzyć można.

To była miłość od pierwszej, samodzielnie przeczytanej książki, od pierwszego szelestu przewracanych kartek. I ta miłość z biegiem lat nie tylko nie zgasła, ale wzmocniła się, przerodziła w pasję tworzenia własnych światów, przygód, wierszy…

Nie byłam odosobniona w tym zachwycie i miłości. Nie ja jedna „błagałam” panią bibliotekarkę, by przymknęła oko na ilość wypożyczonych poza ustalonym limitem książek.

Biblioteka, to wciąż magiczne, cudowne miejsce, z mocno poszerzoną perspektywą o multimedia, imprezy kulturalne, konkursy literackie, plastyczne, ale… To wciąż książka pozostaje jej najmocniej bijącym „sercem”, które nieustannie tęskni za takim czytelnikiem, jak owa pierwszoklasistka, która zaczytywała się w „Sierotce Marysi…”, czy: „Królu Maciusiu I”. Ale „zakochać się” w książce można w każdym wieku. O każdej porze roku i każdej godzinie dnia. Warto! /K. Zychla/


„Biblioteka stanowi obszar wolnej miłości, ofiarowuje niezobowiązujące romanse, przelotne związki, kapryśne lektury, niekiedy zachwyt, czasem też ułudę, ale zawsze z możliwością szybkiej zmiany, książki sprawiają, że ruchliwa powierzchnia wydarzeń zatrzymuje się nagle. Zatrzymuje się cała rzeczywistość.” /Adam Zagajewski/


Nie przegap!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *