O książkach, trochę o seksie i trochę o podróży dookoła świata.


Drodzy Czytelnicy,

Moim realnym, a Waszym wirtualnym Gościem była Pani Henryka Krauze, mieszkanka Grabika i niezwykła Czytelniczka „z krwi i kości”. Będzie więc, przede wszystkim; o książkach, trochę o seksie i troszkę o podróży dookoła świata. I jeszcze o…

***

Katarzyna Zychla: Skąd pasja czytania? Czy ma Pani tak od dziecka?

Henryka Krauze: Nie, nie… To dziwna historia w ogóle jest. Bo muszę powiedzieć, że nie lubiłam czytać. Kiedy była nauka czytania w młodszych klasach, to nie chciałam czytać. I wyłam. Tak strasznie wyłam, że trzeba się uczyć czytać. Ale przyszła taka chwila, że wszyscy się zaczytywali… Wtedy to był taki bum, na książki Krystyny Siesickiej. I wszyscy tak strasznie sobie opowiadali, że czytają te książki. I to była pierwsza przeczytana przeze mnie książka, właśnie Krystyny Siesickiej, „Zapałka na zakręcie” Od tej książki, zaczęło się moje czytanie. Moja pasja czytania, że czytam. I od tamtej pory, cały czas czytam.

K.Z: Czy ma Pani ulubione gatunki literackie?

H.K: Raczej, nie. Jeżeli książka jest dobra i pociągnie mnie, gatunek nie ma znaczenia. Książka musi być po prostu dobra. Wtedy kartki same mi się przewracają. Nie trzeba nic więcej.

K.Z: Obserwując posty „książkoholików”, zauważam, że mają oni swoje ulubione miejsca do czytania, pory dnia, lub nocy. Często dzielą się zdjęciami takich czytelniczych „kątków.” Jak to jest w Pani przypadku? Czy ma Pani też ulubione przekąski do chrupania?

H.K: Do chrupania, tak. Pora jest obojętna, ale lubię zaczytywać się tak od godziny 18, nawet do 2 czy 3 w nocy. Ale wtedy musi być cisza. Idę sobie do drugiego pokoju. Tam sobie czytam i jestem w swoim świecie.

K.Z: Czy ma Pani takie sytuacje, że po lekturze, w pamięci na długo zostają postacie? Jest żal, że nie spotka ich Pani na przykład w kolejnej części? Kolejnym tomie?

H.K: Bardzo często tak mi się zdarza… Muszę powiedzieć, że ja bardzo nie lubię cienkich książek. Ja lubię „tomiszcza”, takie grube, żebym miała, co czytać. Żeby one się szybko nie kończyły. I jak rozstaję się z bohaterami powieści, to czasami, z zakończeniem nie mogę się pogodzić. Myślę o tym, dlaczego tak się stało, a nie inaczej? Zdarza się, że nawet przez tydzień analizuję jeszcze daną historię, jej zakończenie.

K.Z: Czy zdarzyło się Pani „nabrać”? Zmylił tytuł, piękne wydanie, okładka? Z taką nadzieją czasem wypożyczamy, lub kupujemy książkę, pewni, że nie będziemy się mogli oderwać od treści, a tymczasem spotyka nas wielkie rozczarowanie.

H.K: Zdarzyło mi się. Oczywiście, że tak. Są takie książki, że „dojadę” nawet do setnej strony i odkładam. Nie da rady przez nie przebrnąć. Ale bywa, że czytam, szczególnie, gdy książka jest bogata w opisy natury.

K.Z: Jest to dosyć niezwykłe, Pani Henryko, bo zazwyczaj czytelnicy narzekają na zbyt obszerne opisy, a w Pani przypadku jest zupełnie inaczej.

H.K: Ja po prostu uwielbiam przyrodę. Mam ją „za progiem”. Jest mi bliska, więc i jej opisy w powieściach, także mnie ujmują. Oczywiście, przesyt opisów nie jest wskazany. (uśmiech)

K.Z: Jak Pani ocenia rodzime pisarki, pisarzy?

H.K: Powiem tak. Niegdyś, często sięgałam po Norę Roberts i Daniel Steel. Ale później, jak się pojawiły polskie autorki i było tych powieści coraz więcej i więcej, a panie bibliotekarki także zachęcały do wypożyczeń, przekonałam się, że mamy naprawdę dobre powieściopisarki. Powieściopisarzy. Przyznaję, że coraz rzadziej sięgam po zagranicznych autorów. Ale, żeby nie przesłodzić… Nie wszystkie książki są dobre. Są i tak zwane „wypocinki.” Każdy sobie próbuje coś tam „nabazgrolić.” Jednym wychodzi lepiej, innym, niekoniecznie dobrze. Ale mam swoje ulubione pisarki, które czytam i na które czekam, bo mam w telefonie aplikację, dzięki której jestem informowana o premierach. To już wtedy, czekam niecierpliwie.

K.Z: Pani Henryko, pamiętam naszą niedawną rozmowę przy okazji kolejnej Pani wizyty w bibliotece po kolejną, ogromną porcję książek. Poruszyłyśmy wtedy kwestię erotyki we współczesnych powieściach. Przyznać trzeba, że coraz więcej autorek bardzo śmiało i w dość dużych ilościach serwuje sceny erotyczne w swoich powieściach.

H.K: Nie mam nic przeciwko erotyce w powieściach. Jeśli jest to pokazane subtelnie, delikatnie, z nutką niedomówienia… Niestety, bywają powieści, gdzie zbytnia dosadność, pewna nachalność scen erotycznych bywa męcząca. Czasem ma się wrażenie, że nie jest to powieść, ale scenariusz „pornola.” Zdarzyło się, że poleciłam koleżance książkę z ciekawą fabułą. Niestety, znajoma nie była w stanie przez nią przebrnąć. Mnogość scen w tym przypadku „wadziła.” Każdy człowiek ma po prostu swój poziom wrażliwości.

K.Z: Odrobina pikanterii dodaje smaku, przesyt – niekoniecznie. Zmieniamy teraz klimat i wybieramy się w podróż dookoła świata. Gdyby mogła Pani zabrać ze sobą książki trzech ulubionych autorów, byliby to?

H.K: Hm… Bardzo lubię czytać Mroza, to na pewno bym go wzięła, Lingas-Łoniewskiej, Kasi Michalak…

K.Z: Pani Henryko, czytnik, czy tradycyjna książka?

H.K: Tradycyjna. Zdecydowanie, tradycyjna książka. Przekonuję także wnuka, który słucha ebooków. Tłumaczę mu, że czytając tradycyjnie, patrząc na słowa, lepiej zapamiętuje pisownię. Nie będzie robić błędów. Będzie się umiał pięknie wypowiadać. To tylko taki przykład. Bo tak naprawdę każda forma kontaktu z książką jest dobra, ale osobiście najbardziej cenię ten tradycyjny. Lubię zapach książki, jej ciężar, szelest kartek.

KZ: Warto czytać? Spędzać z książką czas?

H.K: Powiem tak. Można być całe życie w jednym miejscu, ale dzięki książkom, można być wszędzie. Wszędzie! Gdzie by sobie człowiek nie zamarzył. Ja z książkami po prostu podróżuję.

K.Z: Czy wyobraża sobie Pani świat bez książek?

H.K: Jak tak patrzę na te półki z książkami w naszej bibliotece, w Grabiku, to nie wyobrażam sobie, żeby one nagle zniknęły! Myślę, że ci co kochają czytać, pozostaną jednak wierni tradycyjnym książkom, słowu pisanemu.

K.Z: Pani Henryko, bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę, by wiele wspaniałych książek trafiło w Pani ręce, a ich lektura była cudowną, długą podróżą, poza granice „tu i teraz.”

***

PS. Pani Henryka (fot. poniżej) często zagląda do „mojej” biblioteki. Już niewiele powieści jest w stanie się przed nią „ukryć.” Każda taka wizyta, to również przemiła rozmowa o książkach, życiu… Bo biblioteka, to nie tylko miejsce, gdzie „wpada się” po książkę, ale to również wspaniałe miejsce, by chwilę przystanąć, porozmawiać, przysiąść w zielonym w fotelu, z książką… Poczuć się, jak Alicja w krainie powieści.

(Fot. K. Zychla)

Nie przegap!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *